Chrześcijaństwo jest fajne - taką tezę od lat promuje Szymon Hołownia. Dowiedzieliśmy się tego w miniony piątek, 27 maja, z rozmowy, jaką Katarzyna Montgomery i inni zaproszeni goście przeprowadzili z publicystą i pisarzem w programie Mała czarna. W oczekiwaniu na bohatera wieczoru - który w drodze z Trójmiasta zmierzyć się musiał z tradycyjnymi zastojami - organizatorzy spotkania wyemitowali rzeczony materiał dwukrotnie, mieliśmy więc okazję wczuć się w styl Hołowni, nim jeszcze stanął przed nami, a jeśli ktoś nie wiedział, kto ów Hołownia wogóle zacz bądź nie znał go od strony religijnej, zakosztował przedsmaku tego, co nas czekało.
Popularyzatorskich sloganów nie brakowało - na czele z głoszącym, iż chrześcijanin to człowiek o mentalności zwycięzcy - wpisane jednak były w szerszy kontekst wyznaczony ostatnią książką Hołowni, zatytułowaną Bóg. Życie i twórczość. Z grubsza część odautorska spotkania dzieliła się wedle dwóch zagadnień - zła i Jerozolimy. Pierwsze to temat stary jak świat, tyleż przedyskutowany, co przeżuty przez pokolenia filozofów, teologów i artystów, za którymi Hołownia powtarzał najciekawsze koncepcje, ubierając je tylko w bardziej współczesny język - z jednym wyjątkiem, mianowicie sugestią, wedle której zły (w domyśle - diabeł, szatan) działa bardziej subtelnie, niż to przedstawiać mogą koszmarne popkulturowe wizje, na zasadzie "mniejszego dobra". Ciekawsze były nietypowe przemyślenia Hołowni o Jerozolimie, mieście - jak sam to ujął - bez Boga, gdzie chrześcijanie nie powinni go szukać - ale dokąd powinni się udać, aby się o tym przekonać.
Wśród licznie zebranej w Centrum widowni nie zabrakło osób, które w doautorskiej części spotkania chętne były do zadania własnych pytań. Dzięki nim dowiedzieliśmy się m.in. że Szymon Hołownia nie doświadczył w życiu własnej drogi do Damaszku, żadnego wyraźnego punktu zwrotnego, który zwróciłby go ku Bogu, poznaliśmy też jego opinię na temat posągu Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie, który określił jako sobie samemu zbędny, ale też nie przeszkadzający, tak samo, jak w krajach azjatyckich mało komu zawadzają olbrzymie rzeźby Buddy.
Na pożegnanie gość wieczoru podpisywał także egzemplarze swojej najnowszej książki, które można było nabyć na miejscu, aby w domowym zaciszu poznać wszyystkie tematy nieporuszone w trakcie spotkania, a opracowane i opisane przez Hołownię w Bogu. Życiu i twórczości.
{ar}





